Co grafik miał na myśli?

W związku ze zbliżającym się wielkimi krokami okresem świątecznym, daję się sklepom przyciągnąć świecidełkami i dekoracjami. Uwielbiam cały ten świąteczny kicz – grube Mikołaje, choinki i brokat, którego w święta nigdy nie jest za dużo. Co roku daję się porwać tej magii i nie poddaję się zbiorowym lamentom tych, którzy narzekają, że święta to już tylko czas kupowania i żarcia, które zabija refleksję i duchową zadumę. U mnie nie zabija, bo ja nic specjalnego nie kupuję, a światełka i ozdoby lubię, bo jestem istotą zmysłową, po prostu. A może to też kwestia szczęścia, że urodziłam się taka, że estetyka świąt do mnie przemawia. Wyobrażam sobie jakbym się czuła, gdyby nie przemawiała, a wyzierała z każdego kąta…

W każdym razie, w tym roku dałam się skusić na trzy kubki, które znalazłam w Pepco za 6.99zł. Są porządnie wykonane, ładne i wysokie, więc doskonale sprawdzają się do moich kaw ze spienionym mlekiem, które od półtora roku niemal codziennie mi towarzyszą. Każdy z kubków ma inny wzór, dwa są z bałwanami, jeden z Mikołajem. Patrzę na nie, patrzę i zadaję sobie pytanie: co, do cholery, trzyma w rękach Mikołaj i co to są te „kręgle” przytwierdzone do ciała bałwana?

Ma ktoś jakiś pomysł?

P.S. A propos wyzierania – zaczyna się.

Advertisements

Jestę baristą

Dostałam megarzecz! Spieniacz do mleka. Zaczęło się od tego, że na początku czerwca odwiedziłam empik i znalazłam kawiarki w cenie promocyjnej. Kosztowały około dwudziestu złotych za sztukę, więc postanowiłam spróbować. Miałam w domu jakąś kawę mieloną, taką dla gości, bo u mnie od lat pije się tylko Jacobs Cronat Gold. Wiem, że dla wielu kawa rozpuszczalna to nie kawa, ale ta jest według mnie wyśmienita. Nie lubię kwaśnego posmaku i piętrzących się fusów kaw mielonych… Może to też po prostu nawyk wyniesiony z domu. W każdym razie chciałam spróbować czegoś nowego, kawiarkę kupiłam i wypróbowałam ją na jakieś MK Cafe, którą miałam w domu. Wyszło fajnie, bez fusów i smakowało mi. Potem wyruszyłam do sklepu Tchibo i tam kupiłam trzy kawy z serii Privat Kaffee – Guatemala Grande, Brazil Mild i African Blue, ze wszystkimi można zapoznać się tutaj.
Aromat kiedy kawa gotuje się w kawiarce jest niesamowity, sam smak jest intensywny, gorzki, z lekkim aromatem na przykład orzechów. Żadnego kwaśnego posmaku. W ogóle aromat sprawia, że najlepiej przesypać kawę do słoika, bo aż uderza po otwarciu szafki, w której kawa stoi (a nawet trzy kawy stoją).

No i jak już tak piłam i piłam te wynalazki, moja mama wpadła na pomysł, że przydałaby się piana z mleka i dokupiła mi spieniacz. Przyznam, że kiedy wyciągałam go z pudełka byłam przekonana, że to czajnik elektryczny. Urządzenie jest bardzo wygodne. Spienia mleko na zimno i na ciepło, pracuje szybko i niesamowicie cicho. Ryzyko, że się nim kogoś obudzi wcześnie rano, w skali jeden do dziesięć wynosi zero. Grubość piany spokojnie dochodzi do 4 – 4,5cm

Jedyna rzecz, o której trzeba pamiętać, to mleko 3,2% – mniej tłuste będzie się pieniło znacznie słabiej i albo czynność trzeba będzie powtarzać, albo nic z tego nie wyjdzie. Mleko 0% jest wykluczone. 3,2 jest naprawdę najlepsze, piana utrzymuje się długo i jest bardzo sztywna. Z przyjemnością wyjadam jej resztki łyżeczką po wypiciu kawy.

Naprawdę, jeśli szukacie pomysłu na prezent dla kogoś, kto lubi kawę, albo chcecie sobie zrobić prezent, który umili długie jesienne wieczory, to gorąco polecam. Ja już dokupiłam cynamon do posypywania i zastanawiam się nad syropami.

„Nadchodzi zima” – przygotuj się 😉

Kawiarka

Spieniacz w akcji

Spieniacz po zakończonej akcji

Gotowa kawa

P.S.

Mija rok od mojej zmiany serwisu blogowego i choć czasy blog.pl wspominam z wielkim sentymentem (co ma związek z tym, że nie zwlekałam z opuszczeniem go ani o dzień, po tym jak wprowadził zmiany w wyniku połączenia się z wordpressem), to bardzo cieszę się, że jestem na joggerze. To była bardzo dobra decyzja.