Reset.

Tak, tak. Skasowałam poprzedni wpis.
To chyba nie takie proste wytłumaczyć dlaczego to zrobiłam, niech wystarczy zdanie, że jeśli chcę poważnych zmian w życiu, to nie o wszystkim powinnam pisać. Chce mi się. Jestem wylewna i lubię snuć swoje gawędy i bajania, ale prawda jest taka, że jeśli marzy mi się szczęście, to muszę porzucić złe, okołoplotkarskie nawyki. Myślałam, że to niepotrzebne, że liczy się to, jak się opowiada, ile się opowiada i jakiej jakości jest to opowieść, ale to nie zawsze prawda. Prawda jest niewygodna i niełatwa. Prawda mówi mi, że przede mną cholernie dużo pracy, a na efekty będę czekać miesiącami, jeśli nie latami. Zawsze po drodze mogę się też zagubić albo potknąć i wtedy trzeba będzie wszystko zacząć od początku. Niestety, to co ważne i wartościowe nigdy nie przychodzi zbyt łatwo, a na początku drogi cholernie trudno uwierzyć, że może być ona pasjonującą przygodą. Widzi się raczej tylko stromą górę, pot i łzy.

Długo już stoję u stóp tej góry i patrzę, jak inni, a nie ja, wchodzą na szczyt, na którym, o dziwo, dla każdego znajduje się kawałek miejsca i można się tam fajnie zabawić. Niewielu kompanów zostało już ze mną na dole, a ci, którzy jeszcze nie zrobili pierwszego kroku, rzadko potrafią się ze mną dogadać. Lgnę raczej do tych, którzy poszli w górę. Ci, którzy stoją na dole nie zawsze chcą iść dalej. Mój dół to dla kogoś innego już szczyt i oni czują się dobrze tu, gdzie są. Tu łączą się w pary, tu korzystają z uroków życia i nie zadzierają głowy, jak ja.
Za jakiś czas dokończę kilka wątków, które tutaj zaczęłam. Może i skasowany wpis wróci, kto wie. Niektóre tematy zostaną jednak zamknięte. W imię strasznej, ale też pełnej perspektyw dorosłości.

Advertisements