Stay alive.

To był dla mnie bardzo ciężki rok. Końcówka nie zapowiada się na łatwiejszą niż cała reszta. Moje stosunki z ludźmi nie są takie, jak planowałam. Moje plany na przyszłość też nie są takie, jak planowałam (było coś konkretnego?). Te święta też będą dla mnie trudne. Od ubiegłego roku znam smak siedzenia przy wigilijnym stole z ludźmi, z którymi zupełnie się nie rozumiem. Pamiętam, jak kiedyś słuchałam koleżanek i kolegów, którzy narzekali na nadchodzące święta i marzyli, żeby jak najszybciej się skończyły: „Boże, znowu wujek Mietek zacznie politykować przy stole”, „jadę do matki i brata, a potem do ojca i jego kochanki. Pewnie dostanę sweter, jak co roku”. Nie miałam nic wspólnego z takimi historiami, aż tu nagle zaczęłam sama tak jęczeć. Najgorsze jest to, że naprawdę trudno cokolwiek z tym zrobić. Papież zamknął Rok Miłosierdzia, tym bardziej przesrane.

A może takie chwile mają jednak swoją dobrą stronę. Może dzięki nim można ułożyć lepsze życzenia? Można np. życzyć sobie i Wam więcej cierpliwości, szczerości i otwarcia na ludzi obok nas? Może warto sobie życzyć zrozumienia i wyciszenia, miej myślenia o sobie i własnych pragnieniach, swojej wizji świata?

Życzę Wam spokoju i zamknięcia swojego ego w szufladzie na klucz. Jeśli każdy z nas tak zrobi, na pewno przetrwamy. Może będzie to też dobry sposób na nadchodzący rok?

Aha i nie przejedzcie się!

P.S.

Byłam ostatnio w Berlinie na jarmarku świątecznym. Jak widać udało mi się przeżyć i nawet publikuję berlińskie zdjęcie świąteczne. Mogłam nie wrócić…

 

Advertisements