Stwarzanie pozorów.

Czasu nie mam. Znowu. I wszystko to jest moja wina. Dla każdego doba ma dwadzieścia cztery godziny, więc to chyba ja znów nie umiem się porządnie zorganizować. Kupiłam nowego laptopa i nie mam czasu się nim pobawić. Na pustym pulpicie świeci samotnie, niepotrzebna w zasadzie, bo występuje też na pasku, ikonka Mozilli. I to wszystko od ponad tygodnia, a ja przecież nie przepuszczam żadnemu nowemu gadżetowi.

Piszę teraz teksty dla jednego z hoteli i zarzynam się do drugiej w nocy, żeby wszystko było idealnie. Zabytki regionu, atrakcje w najbliższej okolicy, wszystko, co tylko może przyciągnąć gości musi być przedstawione w sposób zachęcający, ale bez szumu informacyjnego, w sposób lekki, niepodręcznikowy, nieszkolny, a jednocześnie ciekawy i rzetelny. Żadna niesprawdzona informacja nie ma prawa pójść w świat. Wczuwam się jakbym pisała co najmniej do National Geographic i już wiem, że robię więcej niż to, za co mi zapłacą. W życiu nie wyjdę na swoje… Z drugiej strony, mam odwalić fuszerkę? Patrzeć na swoją pracę i mieć w świadomości, że się nie postarałam? Wiele razy tak było. Prace na studiach pisane noc przed oddaniem odbierałam z podpisem prowadzącego zajęcia: „praca nosi znamiona pośpiechu”.

O, nie! Koniec z tym. Nic już nie nosi takich znamion, tylko ten perfekcjonizm sprawia, że doba zrobiła mi się krótsza. Sprzątam i myję nogi od krzeseł. Rozkręcam toster, żeby wywalić z niego resztki okruchów. Dzwonię do ogrodu botanicznego w Powsinie, bo mi brązowieją liście nieśplika japońskiego i dowiaduję się, że mam go dolistnie nawozić i zmienić ziemię. Uklepuję więc nową ziemię w doniczce dokładnie, bo jak przesadzę z jednej strony, to będzie nierówno i będę zdenerwowana. Łodyga roślinki jest oczywiście idealnie na środku. Myślę, żeby dodać nowy tekst na blogu, wiem, że inni dodają, bo dostaję powiadomienia. Pewnie się nie wyrobię i nie dodam, a jeśli tak, to będę niezadowolona. No i jestem niezadowolona. Bo jest fajna historia do opowiedzenia, ale potrzebuję na nią czasu, którego nie mam…

Zdążyłam być na nartach dwa razy w ciągu ostatnich sześciu miesięcy, ale nie pojawił się nawet cień relacji, a fajne zdjęcia z owcami przywiozłam… Jeśli nie nauczę się lepiej zarządzać czasem i nie odpuszczę z perfekcjonizmem w wielu sprawach, często naprawdę banalnych, to skopię jedną z rzeczy, które lubię w swoim życiu najbardziej. Mój własny blog.

Na szybko ukleciłam filmik z wyjazdu. Przedstawia psa, który odśnieżał parking przed hotelem (to znaczy towarzyszył przy odśnieżaniu. Niewykluczone, że nawet przeszkadzał). Codziennie zrywałam się z łóżka o szóstej rano na dźwięk maszyny, żeby na niego popatrzeć. Tyle mogę dać od siebie na dzisiaj. I na serio zacznę szukać jakiegoś poradnika związanego z ogarnianiem czasu. Czy nie lepiej od razu życia?

Advertisements