To nie jest sprzęt dla starych ludzi.

Zawsze kiedy przekraczałam drzwi tego mieszkania przenosiłam się w czasie. Oto stawały przede mną otworem beztroskie lata dziewięćdziesiąte z ich wszystkimi wadami i zaletami. Krok do przodu i już witała mnie wesoło boazeria pokryta satynowym lakierem, szafy z pawlaczami, brązowy dywan, pod którym ciągnął się kabel od odkurzacza, suszone kwiaty w wazonach i parkiet w szachownicę. Do tego drzwi do łazienki i toalety z dykty z żółtą szybą, podwójne okna w drewnianych ramach i rosyjska chłodziarka. Dwupokojowe mieszkanie cioci i wujka, regularnie malowane, ale bez poważnych remontów. Na drzwiach wieszaki z ubraniami, w łazience wanna z rdzawym zaciekiem, w dużym pokoju niska ława, fotel rozkładany do postaci pojedynczego łóżka i pufy ze skóropodobną podbitką. Rzeczy, które widuję na zdjęciach, na których mam trzy lata tam są zwyczajną codziennością. Ciocia, siostra mamy, jest pielęgniarką, pracuje w przychodni. Wujek jest sprzedawcą butów, nomen omen wielkim fanem „Świata według Bundych”, którego bohater też sprzedawał buty. Do niedawna palił jak smok, ale po prawie czterdziestu latach łojenia jednego szluga za drugim w końcu dorobił się guza na płucu, które mu wycięto i teraz już nie pali. Specyficzny zapach przesiąkniętych dymem tytoniowym narzut i firanek, zmieszany ze stołówkową wonią domowego obiadu przypominał mi beztroskie chwile dzieciństwa u nich i u rodziców mamy, gdzie pachniało trochę podobnie. Całe lata nie pojawiło się w tym domu nic nowoczesnego poza wieżą HiFi mojej kuzynki, która już dawno tam nie mieszka i może przyzwoitym telewizorem z odtwarzaczem VHS (kiedyś wujek prowadził krótko wypożyczalnię). Poza tym… Nic, null, zero nowoczesnego sprzętu. Do niedawna, bo… Dwa miesiące temu ciocia i wujek (lat prawie sześćdziesiąt, o czym nie wspomniałam) postanowili kupić sobie laptopa i podłączyć Internet.

Zaczęło się od tego, że oni mają znajomego, informatyka, który miał pomóc im coś wybrać. No i pomógł, to znaczy wybrał laptopa z Windowsem 8.1. Ciocia miała jakąś styczność z komputerem w pracy, ale ta styczność wyglądała tak, że wprowadzała dane do jakiejś tabeli w komputerze, który ktoś inny za nią włączał i obsługiwał. Wujek komputer widział tylko w telewizji. Jak kupili to ustrojstwo, to zaraz zadzwonili do mnie. Powiedzieli, że zanim informatyk przyjdzie im ‘wszystko porobić’ to oni chcieliby już coś tu zobaczyć, bo oni o Facebooku słyszeli i o grach i o tym, że można telewizję na komputerze oglądać. Pierwsze pytanie jakie usłyszałam brzmiało:Martunia, jak to się włącza? Ja, jak to ja, mam cierpliwość, pytania o banały mnie nie irytują, więc spokojnie odpowiadam, że przyciskiem z kółeczkiem z kreseczką. Prawdopodobnie tym największym. Włączyli. Co teraz. No to tłumaczę co można zrobić teraz i wtedy zaczyna się jazda. Szybko okazuje się, że ciocia i wujek nie rozumieją żadnych pojęć związanych z komputerem. Nic nie mówi im okno, pulpit, monit, kursor, start, przeglądarka, wyszukiwarka, aplikacja, zaznaczenie, minimalizowanie i maksymalizowanie okien, a nawet okno odtwarzacza i klawisze nawigacyjne w odtwarzaczu, choć to powinni rozumieć doskonale, bo one są wzorowane na tych z pilota do wideo.

– No bo taka muszelka nam się pokazała.
– Jaka muszelka?
– No taki obrazek. Ja tak na to mówię.
– Na pulpicie coś takiego macie?
– Nie wiem… No takie widzę kolorowe, ale to właściwie nie jest muszelka, ja nie wiem co to jest, ale tak mi się kojarzy, więc tak na to mówię.
– Ale to jest zaraz po włączeniu komputera?
– Tak! Jeszcze zanim na coś kliknę, to to się włącza.
– No to to jest właśnie pulpit. Na pulpicie jest tapeta. I co tam jest jeszcze?
– Różne obrazki, ale część po angielsku, to ja nie umiem przeczytać i teraz się boję żebym nie zepsuła…
– No to może jednak poczekajcie aż przyjdzie ten informatyk i wyłącznie póki co. Tylko nie klawiszem!

Udało mi się wytłumaczyć jak wyłączyć poprawnie komputer i liczyłam na to, że jak do cioci i wujka przyjdzie fachowiec, to da im jakieś wskazówki. Jak się szybko okazało – nie dał. Albo może jednak dał, ale z nimi jest taki problem, że oni utrzymują, że wszystko rozumieją, a potem zadają w kółko te same pytania.
Przyjechali do mnie na kilka dni. Z laptopem. Przywieźli mi sweterek, więc go włożyłam i chodziłam w nim cały dzień (sweterek ładny, żaden problem). Usiedliśmy. Pokazuję jak przerzucić zdjęcia z karty z aparatu i czym je otworzyć. Przy okazji tłumaczę czym różni się kliknięcie prawym przyciskiem myszy od kliknięcia lewym. Pokazuję, że foldery można przenosić w różne miejsca na pulpicie i nadawać im nazwy. Są zachwyceni, potakują i wszystko rozumieją. Instaluję im aplikacje pocztowe i pokazuję windowsowy sklep, Iplę i Player.pl do oglądania seriali. Tłumaczę, że wystarczy kliknąć na kwadracik, nie trzeba wchodzić na stronę i nic wpisywać do przeglądarki, a wielkość kwadracików można zmieniać. Wszystko idzie jak po maśle, mam pojętnych uczniów. Pokazuję jak zmienić tapetę, opowiadam o poprzednich Windowsach i pokazuję swój Windows 7. Tłumaczę też co to router i pokazuję kabel Ethernet. Wujek mówi, że oni mieli coś takiego zakładać, ale zdecydowali się Internet mobilny, bo chce go zabrać w lipcu do szpitala (po tym usunięciu płuca ciągle robią mu jakieś badania). Idzie dobrze. Chcę im jeszcze pokazać jakąś stronę, ale nie pamiętam adresu. Mówię, że jest zapisana w przeglądarce i wejdę od siebie. Poza tym wyślę im jeszcze testowego maila żeby pokazać jak działa poczta, więc usiądę do swojego laptopa…

– Acha, to ja mam wyjąć swój Internet? – mówi wujek i wyciąga z torby modem Playa.
– Nie, nie ma potrzeby, przecież mam WiFi…
– Ale… Jak to? Do Internetu może być podłączony jeden laptop.

Jak to. Nic nie zrozumieli? Nawijałam o sygnale chyba z dziesięć minut, pokazałam podłączoną komórkę, pokazałam jak wygląda logo sieci WiFi, tłumaczyłam, że można łączyć się w restauracjach, hotelach, nawet autobusach miejskich…

– Nie, nie, sygnał fruwa po domu, podłączony jest i wasz laptop i mój… – patrzą na mnie jak na nienormalną
Znajduję stronę, o którą mi chodziło. To był kanał „Sala kinowa” na You Tubie. Nie pamiętałam nazwy. Pokazuję im, że tam też można oglądać legalnie filmy, a co czwartek dodawany jest nowy.

– Aaaa… To znaczy, że ja mam na tę stronę wchodzić w czwartki? I wtedy będę mogła oglądać? A o której?
– Nie, nie tylko w czwartki… – odpowiadam trochę zmęczona. Tłumaczę więc co to jest You Tube, streaming, ściąganie nielegalnych filmów, serwisy VOD. Tłumaczę, że część treści jest płatna, więc pytają jak zapłacić. Pytam o konto internetowe. Mają. Pokazuję jeszcze Allegro. Udaję, że kupuję jakiś przedmiot i pokazuję jak wygląda proces płacenia. Wujek mówi, że oni mają konto w Alior Banku. No to wybieram Alior Bank i mówię, że dalej to już wiedzą co i jak, skoro mają konto. Na to wujek, że on nie wie. Ja na to, że jak zawsze. Login, hasło, dane odbiorcy, numer konta, kod, zdrapka albo SMS… Patrzy na mnie dziwnie.
– Przecież wpisujesz takie dane?
– Nie ja wpisuję.
– No jak to…
– Pani w banku mi wpisuje.
– Pomaga Ci? Chyba nie podajesz jej hasła?
– Jakiego hasła? Nie pomaga, ona wpisuje wszystko sama. W okienku siedzi, ale w komputerze wpisuje, to konto musi być internetowe.

Starałam się nie uśmiechać, nie dać im odczuć jak mało wiedzą, żeby ich nie zniechęcić. Wolę chwalić za wszystko to, co dla mnie jest pierdołą. Tłumaczę, że to nie tak, że opcję konta internetowego się uruchamia jak inne usługi, np. roaming, że muszą pójść do banku i powiedzieć, że chcą korzystać z bankowości internetowej i wtedy będą mogli płacić rachunki z domu.
W końcu proszę ciocię żeby odebrała maila ode mnie na swoim komputerze. Masakra. Pytała mnie o wszystko, włącznie z tym czy ma klikać prawym klawiszem czy lewym. Okazało się, że nic nie pamięta, poza tym boi się, że jak kliknie na cokolwiek, to zepsuje komputer. Kiedy zapytałam czy ten informatyk, którego prosili o wybór laptopa coś im pokazał, powiedzieli, że niewiele, ale oni sami nie chcieli, bo bali się, że tych informacji będzie za dużo. W końcu nauczyli się otwierać Iplę i oglądają ulubionych „Włatców Móch”, ale z każdym innym „problemem” dzwonią do mnie. Ostatnio było to dziewicze włożenie płyty do napędu. Próbowali zrobić to sami, ale płyta dziwnie latała. Okazało się, że nie wcisnęli jej, tylko położyli na tacce i zamknęli. Pomagam jak mogę, zainstalowałam TeamViwera, bo bez tego ani rusz. Wywalam im śmieci, aktualizuję javę, czytam anglojęzyczne komunikaty, których nie są w stanie przeczytać mi przez telefon i już tyle im nie tłumaczę.
Pewnie dostanę jeszcze kilka swetrów.

Advertisements

14 thoughts on “To nie jest sprzęt dla starych ludzi.

  1. Moim zdaniem trochę źle do tego podeszłaś, w przypadku osób które słabo sobie radzą z technologią trzeba stosować zasadę minimalnej niezbędnej wiedzy potrzebnej do wykonania tej czynności.
    Więc próbujesz najpierw wybadać jak oni sobie wyobrażają używanie komputera i co chcieliby na nim robić a potem starasz się w najprostszy sposób im pokazać jak to osiągnąć.
    Na pewno nie pokazujesz jak się zmienia tapetę, jak działa ethernet czy co to jest streaming albo bankowość elektroniczna. To jest wiedza dla takich osób zupełnie bezużyteczna a zaciemnia te sprawy podstawowe.

    Najpierw raz czy dwa pokazujesz proste czynności typu sprawdzenie maila a potem prosisz żeby zrobili to sami pod twoim okiem. Drugi, piąty, dziesiąty.
    W tym przypadku początki są dość męczące i długie.

    Like

  2. Dokładnie, Daromar napisał to, co ja chciałem. Założywszy, że w ogóle życzysz sobie jakichś rad (my, faceci, zawsze zakładamy, że tak :P).

    Za dużo na raz, dużo za dużo. 3-4 rzeczy (włączyć/wyłączyć, odpalic youtube, fejsa i to wszystko) i kazac IM napisac na kartce kroki i je przy tobie powtorzyc

    moze jedna kartka z podstawowymn troubleshooting (wtyczka zasilacza, kabel sieci etc.)

    Po co im poczta, skoro jej nie uzywaja itd. I… badz gotowa, jeszcze patrzac na profil psychologiczno-spoleczny, ktory opisalas. Ze nigdy nie wyjda poza moze 2-3 kolejne “karteczki”. Jak moj dziadek – nigdy nie wcisnal nawet polowy guzikow na swoim pilocie od TV…

    Swoja droga, to ciekawe – tak ma chyba nasze pokolenie – jak opisywalas mieszkanie wujostwa, widzialem je niezwykle dokladnie oczami wyobrazni.

    Like

  3. Założywszy, że w ogóle życzysz sobie jakichś rad (my, faceci, zawsze zakładamy, że tak :P)

    Oczywiście, że życzę sobie rad 😀

    Teraz widzę to o czym piszecie bardzo jasno, ale zanim do tego doszłam musiałam zrozumieć jeszcze jedną rzecz. To, że jak oni zapytani czy nadążają i rozumieją odpowiadają, że tak, to wcale nie znaczy, że rzeczywiście nadążają i rozumieją. Tak im się po prostu wydaje 🙂

    Ogólnie starałam się już później odpowiadać na pytania, ale sama już nic nie pokazywać (a początkowo miałam ciągoty, żeby im zainstalować Office’a, które już mi minęły).

    streaming, ipla i youtube przy internecie mobilnym, wystarczy transferu?

    Dopilnowałam żeby zapytać. Mają pół roku bez limitu, a potem żeby ten brak limitu utrzymać będą dopłacać 10zł.

    Co do poczty, to korzystają i już nie dzwonią do mnie z pytaniami jak otworzyć załączniki ze zdjęciami dziecka, które przesyła im znajomy, więc robią to sami 🙂

    Like

  4. Ja mam złe doświadczenia z pomaganiem. Czuję, że zamiast pomagać uzależniam od siebie.

    Zauważyłem, że ludzie którzy sami odkrywali swój komputer, obdarzeni są większą samodzielnością i zdolnością do odkrywania nowych funkcji.

    Moim zdaniem pomagać można potem. Kiedy jest się na równym poziomie i cały proces polega na wymianie doświadczeń. Dzielenie się informacjami o lepszych, wydajniejszych, wygodniejszych narzędziach.

    Może powinny powstawać grupki, gdzie osoby na tym samym poziomie, razem odkrywają tajemnice swoich pudełeczek. Lameathon/Noobathon. W końcu nic tak nie zbliża i nie rozwija jak wspólny cel, który ciężko osiągnąć.

    Like

  5. To prawda. Nie ma nic gorszego, niż przyzwyczaić kogoś do tego, że znasz odpowiedzi na wszystkie jego pytania. To szkodzi Tobie, bo jesteś nieustannie zamęczana, i szkodzi innym, bo są od Ciebie zależni i nie umieją sobie sami poradzić. Wydaje mi się, że najlepszy sposób na wytłumaczenie komuś, jak się używa komputera, to pokazać mu Google’a. :p

    Z drugiej strony zdaję sobie też sprawę, że są ludzie absolutnie wiedzo-odporni, jak mój ojciec. Nie wiem, z czego to wynika, czy z lenistwa, czy ze strachu, czy z czego, ale on – nawet jak próbujesz mu wytłumaczyć, jak poszukać odpowiedzi – to “nie, nie, pokaż mi tylko jak to zrobić i wystarczy”. I mimo, iż używa komputera od lat, to nadal nic o nim nie wie i nie rozumie, bo nie chce.

    Like

  6. Świętomir, też znam taką osobę. Niestety, wydaje ona ciężkie pieniądze na mocne sprzęty, a potem nie chce uczyć się jak ich używać i albo je porzuca, albo używa tylko podstawowych opcji, np. kupuje lustrzankę i robi zdjęcia na automacie ograniczając się do prokrętła power i spustu migawki. Reszta opcji to dla tej osoby czarna magia.

    Tak w ogóle, to dziś rozmawiałam z ciocią i zaproponowałam jej i wujkowi kursy obsługi komputera dla początkujących. Mieszkają w Warszawie, znajdą mnóstwo ofert, również uniwersytet trzeciego wieku. Najpierw się śmiała, ale po chwili zaczęła poważnie to rozważać.

    Co do poznawania swojego sprzętu, to akurat ja takie rzeczy cholernie lubię. Moja wiedza technologiczna jest niewielka, dlatego jarałam się jak dodałam sobie zdjęcie na jogferze, zmieniłam sama układ strony i kolory czcionek. Poza tym sama robię format, a ostatnio wymieniłam zepsuty dysk w komputerze. Zawsze jak gadam z jakimś facetem o komputerach, to w pewnym momencie słyszę: “jak na dziewczynę to dużo wiesz o komputerach” i wtedy pękam z dumy, choć tego nie okazuję 😀

    Pomoc jest potrzebna, ale własny rozwój jest cholernie ważny i po prostu się opłaca. Są takie rzeczy, których nie zrobię z komputerem sama, ale są też takie, do których nie muszę wzywać informatyka i mu płacić, bo są po prostu w granicach mojego pojmowania tehnoświata 😀

    Like

  7. O, Sprae! Gratuluję. Też chciałbym powiedzieć, że się czegoś właśnie uczę, ale jeżeli czegokolwiek, to aktualnie najbardziej brydża. Ale też jest to frajda. :p

    Lotta, ja też najwięcej o HTMLu i CSS nauczyłem się przy Joggerze właśnie. To jest dobry przyczółek do badania technologii leżącej u podstaw sieci WWW. 😉 Nie wiem, czym się zajmujesz zawodowo, ale jeżeli ma to związek z pisaniem, to podejrzewam, że mogłabyś zrobić furrorę, jako osoba pisząca i jednocześnie projektująca strony internetowe. O ile mi wiadomo, to do tych rzeczy zatrudnia się zwykle osobnych ludzi. Takie “dwa w jednym” mogłoby być bardzo w cenie. Pomyśl o tym.

    Like

  8. Tak, jestem polonistką i zajmuję się pisaniem, ale tworzenie stron to dla mnie cały czas czarna magia, choć z pewnością na yt znalazłabym sporo tutoriali dla początkujących. Kto wie, może furrora przede mną 😉

    Like

  9. “No to może jednak poczekajcie aż przyjdzie ten informatyk i wyłącznie póki co. Tylko nie klawiszem!”

    A czemu nie klawiszem? Chyba każdy system traktuje krótkie naciśnięcie “power” jako sygnał do bezpiecznego wyłączenia się?

    Like

  10. @rozie w windowsie od Visty na pewno, a pewnie wcześniej, można ręcznie ustawić co ma zrobić system po naciśnięciu power: (ignoruj, uśpij, hibernuj, zamknij)

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s