Lotta i niewidomy.

Ciepłe, ale wietrzne popołudnie jest idealne na rozpinany sweter z długim rękawem. Słońce grzeje, ale nie przypieka, na ulicach gwar i mnóstwo ludzi. Budowa nowego Centrum Kulturalnego idzie pełną parną więc zewsząd tylko stukanie, pukanie i wiercenie. Docieram do przystanku, na ławeczce siedzi jakiś facet, ale nie zwracam na niego uwagi. Sprawdzam godzinę odjazdu autobusu i skuszona piknięciem przychodzącego maila zaczynam grzebać w torebce w poszukiwaniu telefonu. Witaj Marta! Jeżeli kiedykolwiek zwątpiłaś w to, że możesz odnaleźć swoją drugą połowę, to zapraszamy do zapoznania się ze statystykami serwisu… (…) Daj sobie szansę na szczęście i bądź szczęściem dla kogoś wyjątkowego, być może właśnie teraz Ta osoba pisze do Ciebie wiadomość… Taaa… Siedem. Telefon szybko ląduje w torebce, a ja wychodzę spod wiaty pogrzać się w słońcu. Trzeba się uzbroić w cierpliwość, jeszcze kilka minut. Spoglądam na zegarek i po chwili widzę tego faceta z ławeczki. Wstał i wyszedł na chodnik. Dopiero teraz zauważyłam, że jest niewidomy. Ma składaną, długą laskę, i bielmo na mrugających co jakiś czas oczach. Jest schludnie ubrany – koszula w kratę, jasne spodnie i… Zegarek. Całkiem zwykły, nie jakiś specjalny dla niewidomych czy niedowidzących. Może widzi z bliska wskazówki? Nie… Jak patrzę na te jego oczy to chyba jednak nie… Po co więc go nosi? Prosi przechodniów o odczytanie mu godziny? Czy powinnam mu pomóc? Zapytać dokąd jedzie, na który autobus czeka? Nie, nie powinnam. Skoro jest tu sam, to znaczy, że potrafi poruszać się po mieście, pomogę jeśli zauważę, że ma z czymś problem. A jak on widzi świat? Jak to jest stać na przystanku i nie widzieć autobusu, na który się czeka? Staję obok faceta i zamykam oczy. Czarno. Z oddali słychać dźwięki z budowy. Ktoś za nami przechodzi i gada przez telefon. Idzie pies, chyba mały, bo szybko przebiera łapkami i delikatnie drapie pazurami o chodnik. Obcasy, za nami. Tykanie przerzutek roweru górskiego, przed nami. Samochody, przed nami. Coś dużego. Autobus? Otwieram oczy – nie, nie autobus. Ciężarówka. Zamykam oczy. Ludzie za nami i przed nami. Dziecko w wózku, nie wiem czy za nami czy przed nami. Robi się chaotycznie, dźwięki o wszystko się odbijają i dochodzą z każdej strony. Coś dużego, autobus! Nie, nie autobus. To przyczepa campingowa. Ja to wiem, bo mogę otworzyć oczy. A skąd on to wie? Znów zamykam oczy. Nasłuchuję. Czuję się jak na środku autostrady, dźwięki pojazdów odbijają się od budynków za przystankiem i gdyby nie wzrok nie wiedziałabym skąd tak naprawdę dobiegają. Znów coś dużego. Autobus? Tak, autobus. Ale nie ten co trzeba. On też wie, że coś podjechało. Wyciąga laskę, podchodzi. Stuka laską o podwozie i zbliża się do wejścia. To nie jest autobus miejski, to podmiejski przewoźnik. Facet dotyka ścianki pojazdu i sunie ręką w kierunku wejścia. Wreszcie napotyka na drzwi. Są duże, pojedyncze i otwierają się do zewnątrz, nie harmonijkowo do wewnątrz. To dla niego sygnał, że to nie jest autobus miejski. Natychmiast puszcza drzwi i wycofuje się na poprzednią pozycję zatrzymując się obok mnie. Stoimy dalej. Nie zamykam już oczu. Obserwuję okolicę i widzę jak nadjeżdża miejski. Drzwi się otwierają, ale mój towarzysz nie rusza się. Dwunastka odjeżdża. Słyszał ją czy nie? Dlaczego nie podszedł? Podejrzewam, że czeka na piętnastkę, jak ja, ale skąd wiedział, że to nie ten autobus? Może przychodzi tu regularnie i wie co odjeżdża po kolei po podmiejskim. Za chwilę pojawia się następny autobus. To mój więc ruszam, ale niewidomy nadal stoi. Odwracam się ponaglam go wzrokiem, choć on nie ma o tym pojęcia. No dalej, przecież każdy czeka na piętnastkę…

LINIA NUMER,

PIĘTNAŚCIE.

KIERUNEK,

UNIWERSYTET.

Usłyszał gadaczkę! Ruszył. Bez większego problemu niewidomy wsiadł tuląc się trochę do drzwi z żółtym uchwytem. Szybko odnalazł ręką szybę z pleksi i wybadał laską czy miejsce za nią jest wolne. Było, więc usiadł, ale chciał sprawdzić jeszcze drugie, przy oknie. Wyciągnął rękę i natychmiast natrafił dłonią na udo siedzącej obok dziewczyny. Jego dotyk to było delikatne muśnięcie, dziewczyna nawet się nie odwróciła. Facet złożył górną część laski i pojechaliśmy.

W autobusie, jak to w autobusie. Cisza, anonimowość, wszyscy wpatrzeni w komórki. Dziewczyna ze słuchawkami w uszach denerwuje się na swój smartfon. Ze złości uderza w niego ręką jakby go policzkowała za nieposłuszeństwo. Uśmiecham się na ten widok i spoglądam na niewidomego. On nigdy nie jest świadkiem takich wydarzeń… Nie widzi niczego, czego nie może dotknąć. Ale czy to ma tylko złe strony? Nie widząc nie doświadcza też nieprzyjemnych rzeczy. Nie widzi pojawiających się na twarzy ukochanej mamy zmarszczek. Ani jej siwych włosów, ani plam wątrobowych. Nie widzi jak brzydko siniak po uderzeniu zmienia kolory, nie wie jak wygląda babrząca się zaropiała rana, króliczek ze skręconym karkiem czy jak robaki zjadają rozjechanego na drodze kota, albo jak wygląda sina skóra topielca. Nie widzi brzydkich, niegustownie ubranych kobiet, przekleństw powypisywanych na murach, zaniedbanych osiedli, gdzie tynk odpada ze ścian. Nie smuci go skracający się jesienią dzień, nie ma dla niego szarego nieba i brzydkiej pogody. Na pewno to nie jest żadna rekompensata i na pewno nie jest tak, że nie widząc czegoś brzydkiego on nie ma świadomości, że to istnieje. Jest jednak w jakimś stopniu chroniony i od nieprzyjemnych widoków i tych bardzo przyjemnych, które kuszą, zakłamują i mamią. Nie odda serca pięknej, ale pustej kobiecie, bo dla niego od początku będzie on tylko pusta. Nie musi też sprzątać, prać, odkurzać i zmywać naczyń. To znaczy na pewno może, ale pewnie rzadko to robi, żeby być dokładnym trzeba jednak brud widzieć i ciuchy czerwone od białych pooddzielać.

Mój przystanek, muszę iść. O, on też. Wysiadamy razem. Ja idę w lewo, a niewidomy w prawo.

Advertisements