Wróciłam z Izraela.

Izrael, to z mojego punktu widzenia wylęgarnia najprzystojniejszych mężczyzn na świecie. Obserwując południe Europy dostrzegłam, że choć w krajach takich jak Włochy czy Hiszpania nietrudno znaleźć dobrze zbudowanego faceta o klasycznej urodzie, na którym miło zawiesić oko, to jednak mężczyźni z Izraela robią na mnie dziesięć razy większe wrażenie. Dlaczego? Głównie dlatego, że kręci mnie niesamowicie naturalność i skromność. Na plażach europejskich kurortów przystojniacy często eksponują swoje wdzięki, lansują się w fikuśnych, wymodelowanych fryzurach, świecą tatuażami i nie stronią od błyskotek takich jak łańcuszki, bransoletki, wisiorki… Nie lubuję się w przepychu, nawet u najbardziej przystojnego mężczyzny tunele w uszach i sygnet na palcu studzą mój zapał. Izraelscy mężczyźni natomiast zdają się często w ogóle nie wiedzieć jakie wrażenie potrafią zrobić na dziewczynie z Europy Środkowej. Gęste, czarne, zwyczajnie przystrzyżone włosy, śniada cera, szlachetne, regularne rysy twarzy i inteligentne ciemne oczy to zdecydowanie mój typ.

Średnio co trzeci mijany przeze mnie w Izraelu mężczyzna wyglądał mniej więcej jak ten, izraelski model i można go było wziąć tak jak stoi, bez specjalnej charakteryzacji do reklamy nowego zapachu Armaniego czy innego Diora.

Co ciekawe, moja biała jak ściana skóra, która może nie jest dla mnie powodem jakichś kolosalnych kompleksów, ale nigdy nie byłam nią zachwycona, wywoływała spore i pozytywne zainteresowanie na plaży w Tel Avivie (chyba pierwszy raz). Naprawdę, zafundowała mi plus dziesięć do atrakcyjności. Chociaż może to nie tak jak myślę, wiele razy słyszałam smutne opowieści o polskich mężczyznach, którzy nie komplementują kobiet, i że wystarczy wyjechać gdziekolwiek zagranicę, żeby się o tym przekonać. No i przekonałam się o tym i nawet jeśli to tylko taki rodzaj pogawędki z nieznajomą i zwykła zabawa, ale przyznam, że czułam się trochę adorowana przez cały mój dziesięciodniowy pobyt w Ziemi Świętej, co było bardzo miłe.

Wspomniany wypad na plażę skończył się przelotną znajomością z izraelskim chłopakiem, który przysiadł się do mnie jak gdyby nigdy nic i sprzedał mi kilka słabych tekstów na podryw. Poza tym był bardzo miły i okazało się, że ma polskie korzenie. Jego babcia, która już nie żyje, pochodziła z Białegostoku. Mama jest z Izraela, a tata z Hiszpanii. Pytał mnie o wiarę, więc powiedziałam mu wprost, że wierzę w Boga i dlatego jestem tu już drugi raz. Był zaciekawiony katolicyzmem, pytał co wolno, a czego nie w tym wyznaniu. Sam jest Żydem, ale nie do końca wie czy wierzy w Boga. Normalnie prowadzi samochód w szabas i w głębi duszy wydaje mu się, że życie jest tylko jedno i to wystarczy. Spodobało mi się to zdanie. Życie jest tylko jedno i to wystarczy.
Poza tym chwalił się mieszkaniem na dachu jednego z pobliskich wieżowców, trochę opowiadał o podróżach i o tym, że jeździ na nartach. Zapytałam gdzie, bo nie podejrzewałam, że w Izraelu może padać śnieg i nie być anomalią. Okazało się, o czym wcześniej nie wiedziałam, że Izrael leży w trzech strefach klimatycznych i jak najbardziej, można jeździć na kilku trasach narciarskich w kurorcie na górze Hermon, który wygląda tak:

Po narciarstwie można w dwie godziny przedostać się do leżącego w najniższym punkcie na ziemi Morza Martwego, by poopalać się tam i popływać. Plaże i kawiarenki są tam otwarte przez cały rok.

Mój nowy polsko korzenny przyjaciel próbował wyciągnąć mnie też na kawę, ale nie zgodziłam się, jak nietrudno się domyślić. Przeprosiłam go i wytłumaczyłam, że Izrael to dla mnie zupełnie obcy kraj i nie czułabym się bezpiecznie idąc w nieznane z kimś, kogo znam od pół godziny. Zaproponowałam mu za to maila, którego wpisałam mu do telefonu. Na końcu rozmowy zapytał mnie jeszcze czy pamiętam jego imię. Nie pamiętałam, co musiałam wyznać ze wstydem, nic poza pierwszą literą. Zaśmiał się i później podpisał w pierwszym mailu do mnie.
Ma na imię Gilad.

Będzie trochę o Izraelu teraz. Na starym blogu przewałkowałam temat do połowy, ale zmęczyła mnie trochę “przewodnikowa” formuła, teraz będzie bardziej osobiście i bez spiny, żeby pokazać wszystko. Przemieszam stare zdjęcia z nowymi i na pewno nie będę opisywać podróży dzień po dniu. Zobaczymy jak wyjdzie 🙂

Plaża w Tel Avivie

Zdjęcie pobrane stąd

Advertisements