A teraz zrobię tak.

Jak poszłam do lasu robić zdjęcia, które pojawiły się w jednej z poprzednich notek, to myślałam też o zrobieniu filmu. Jako szczęśliwa posiadaczka lustrzanki z możliwością kręcenia filmów i telefonu z kamerą, miałam ze sobą dwa sprzęty, dzięki którym mogłam nakręcić jakieś wideo. Myślałam o tym, bo idąc uderzało mnie naraz wiele bardzo przyjemnych bodźców, którymi fajnie byłoby się podzielić. Dźwięki łamiących się gałęzi, szelest suchych liści, szumiący wiatr… Tylko słodki zapach mokrej ziemi był nie do przekazania.

A jednak nie nakręciłam nic. Zawsze towarzyszyło mi przekonanie, że nie bardzo to umiem i nie ogarniam również obróbki. Ostatnio zdałam sobie sprawę, że to jest tylko pół prawdy, bo ja przecież kręcę filmy na każdych wakacjach i później obrabiam je w prosty sposób, robiąc jakieś łagodne przejścia między scenami i dodając napisy (kiedy zorientowałam jak brzmi mój głos na nagraniach postanowiłam mówić jak najmniej podczas filmowania i dlatego tworzę podpisy, które dodaję później). A skoro potrafię zrobić prostą obróbkę, to poradzę sobie też z czymś bardziej skomplikowanym, jeśli zajdzie taka potrzeba. Tak przynajmniej… wierzę, bo to nie wynika raczej analizy rozumowej.

Koniec końców, robię mały projekt, o którym póki co nic nie powiem, bo… Bo to mały projekt, taki na próbę, ale może rozrośnie się w coś większego, bo dostałam kopa w dupę od osoby komentującej poprzedni post i postanowiłam wyjść z roku 2007, w którym się chyba zatrzymałam w swoim pisaniu. To znaczy wiem, że bywały wpisy dobre, potem pojawiły się zdjęcia, co było niezłym pomysłem, ale później mój rozwój wyhamował.

To znaczy, żeby była jasność, to zawsze będzie blog prywatny, a nie tematyczny. Będę biadolić o swoich smutkach nadal, ale… Ale ja mam, do cholery, udane życie. Szczęśliwe, stabilne, spokojne. Nie brakuje mi na chleb, od dwóch miesięcy codziennie podniecam się tym spienionym mlekiem do kawy, o którym pisałam, mam nowe podróżnicze plany… Nawet to całe wyjście do lasu, pobudka o poranku i łażenie wśród drzew przez ponad dwie godziny dały mi tyle radości, że… Że nie wiem co, bo nawet nie potrafię tego z niczym porównać. Wiem tylko, że nie potrafię tego docenić, bo ciągle przywołuję do siebie myśl, że skoro nie mam z kim tego dzielić, to znaczy, że to doświadczenie jest wybrakowane. To jest jakiś mój problem, którego nie zauważałam. Pamiętam jak w szkole nauczyciele mieli ze mną kłopot, bo jeśli jakiś temat mnie zainteresował, to musiałam go rozłożyć na części pierwsze i wszystko zrozumieć, żeby było idealnie. W kółko pytałam: a dlaczego to, a dlaczego tamto… To strasznie przedłużało omawianie danej kwestii i chyba wszystkich tym wkurzałam. Nie zapomnę, jak po angielskim w tej mojej szkole językowej, do której chodziłam, jeszcze pytałam o coś lektora po zajęciach, bo mi coś oczywiście nie pasowało, a on powiedział do mnie: „widzę, że ty się spinasz od razu, jak czegoś nie rozumiesz. Irytujesz się, niepotrzebnie. Naprawdę, nie musisz rozumieć absolutnie wszystkiego, nigdy nie zrozumiesz. Angielski to zawsze będzie twój drugi język, nie pierwszy, zawsze natrafisz na wyraz lub konstrukcję, które będą dla ciebie nowe. I co? I nic”. No właśnie. Moje życie nie jest wybrakowane, słabe i nudne, to ja czasem tak do niego podchodzę, bo czegoś bym tam jeszcze chciała, a nie mam i nie rozumiem dlaczego. Z jednej strony, tak po prostu jest, z drugiej, ja też mam na to wpływ i mam wybór. A póki co, wybieram mądrze.

Nie wspomnę już o tym ile dostaję, za darmo, bez proszenia o to. Miłości na przykład, szans spróbowania lub zobaczenia czegoś wokół siebie, na świecie. Chociażby właśnie tę możliwość zrobienia amatorskiego filmu. Mam kamery we wszystkich swoich aparatach, mam kamerę samą w sobie, mam dwa duże statywy i jeden mały stołowy. Do tego przyzwoity komputer, na którym mogę to zmontować i to wszystko dotarło to do mnie dopiero teraz. W dodatku mam jeszcze pomysł, wzrok, słuch, ręce i nogi, mogę to wszystko gdzieś zabrać i coś z tym zrobić, a niedawno dowiedziałam się o dziewczynie, która nawet gdyby chciała, to nie mogłaby zrobić tego co ja. Nie znam jej, wiem tylko, że niedawno urodziła córkę i pół roku po porodzie doznała jakiegoś paraliżu. Nie może ruszać rękami i nogami, ma kłopoty z oddychaniem i oczywiście nie ma pieniędzy na rehabilitację.

Wpłaciłam pieniądze. Niewiele, ale jednak, bo miałam i nie zbiedniałam od tego. Wszystkich namawiam, żeby zrobili to samo, jeśli chcą i mogą, tu jest numer konta.

No. Tyle słowem wstępu do zmian.

Aha, jeśli moje wpisy mają mieć jakąś jakość, to mogą się pojawiać jeszcze rzadziej, bo ja wolno pracuję. Jak będą monotematyczne i zacznę biadolić, to można mnie kulturalnie strofować w komentarzach.

P.S.
Jak będzie tekst, dźwięk i obraz, to będzie normalnie przekaz multimedialny, nie?

Advertisements